|
Korbowody
made in Japan firmy PROX do ETZ 150/250 Złożenie korbowodowe obok tłoka jest jednym z najbardziej obciążonych mechaniczne elementów silnika. O fakcie tym wyraźnie zapomniało już wielu producentów części, którzy w pogoni za obniżeniem ceny wpuszczają na rynek wyroby beznadziejnej jakości. Jeszcze 4 lata temu był wybór. Sam wtedy kupiłem zleżały tajwański korbowód, którego nikt ze względu na cenę nie chciał dłuższy czas kupić. Zrobiłem na nim w tej chwili 27 tyś km, które wydaje mi się kończą już jego żywot. Oczywiście korbowody „RACING” i „wzmocnione” były już wtedy dostępne (te przebarwione) i przygody z nimi miały podobny kaliber co przygody tłokowe.. Po rzuceniu okiem na kilka egzemplarzy tych wynalazków dałem sobie z gównem spokój. Jakiekolwiek pasowanie to kwestia przypadku a trafienie we właściwe, to jak „szóstka” w totka. Do tego łożyska stosowane w tych korbach, to nie łożyska korbowodowe tylko najzwyklejsze, a rowek smarujący w stopie w zależności od sztuki jest jakby to powiedzieć mikroskopijny... Kwestia użytego materiału również pozostaje zagadką a osiowość otworów względem odlewu wskazuje najpewniej stan trzeźwości operatora maszyny dla danej partii... ale... Pojawia się tutaj bardzo groźny dla jakości konkurent... CENA. Cena w Polsce jest aspektem na tyle kluczowym, że przy szukaniu oszczędności kompletnie zaciemnia zdolność logicznego zdroworozsądkowego myślenia. Przecież kupić tanio, to nie znaczy wydać mało ale na byle co. Kupić tanio to wydać możliwie najmniej pieniędzy za towar zapewniający możliwie najlepszą jakość i wydajność w możliwie najdłuższym czasie. Spotkałem się już z takimi teoriami jak np. Ja wydałem 100 zł na remont i też się kręci. Dobrze, a ile kilometrów przejechałeś bezawaryjnie. 1000 (po których zwykle zaciera się silnik) Czy taki delikwent zaoszczędził ? I choć przykładów wiele, z niewyjaśnionych przyczyn użytkownicy tych maszyn dalej kupują „tanio” znajdując sobie dziesiątki innych wyjaśnień tym samym nakręcając spirale napływu tandety. Cóż, wszystkich do jakości nie przekonam a mi żadne górnolotne i nic nie znaczące słowa nie są potrzebne na potwierdzanie poglądu, który staram się forsować. Wystarczy zobaczyć w dział wyjazdy i uświadomić sobie, że jednorazowy remont silnika za 700 zł 4 lata temu, pozwolił mi przejechać wszystko co tam opisałem...Przy czym NIGDY nie miałem żadnej awarii silnika i zawsze miałem do dyspozycji maksymalną wydajność. Ani 20 km pod górę na drugim biegu i pełnych obrotach w Norwegii, czy 500 km na pełnym gazie na autostradzie w Niemczech nie zrobiły na tym sprzęcie żadnego wrażenia... Cudowna MZ'ta ? NIE. Najzwyklejsza fabryczna... Jakość zawsze broni się sama a zwykle najlepszą reklamą mechanika motocyklowego jest jego motocykl. Korbowody, które opisałem poniżej są przedstawicielami najwyższej półki, zatem ich cena również do najniższych nie należy. Produkt również i mi całkowicie nieznany wypatrzyłem w katalogu po rozpoczęciu współpracy z importerem korb tej marki na rynek Polski. Kupiłem na próbę oba modele tych części (ETZ 125/150 i 250/251/301) a wrażenia, na razie z korbą do ETZ 150, opisze Wam poniżej. Całość przychodzi do nas w firmowym opakowaniu, które zawiera kompletny zestaw naprawczy wału. Są to przekładki korbowodu, łożyska sworznia i czopu głównego, czop stopy korbowodu oraz korbowód. Całość zakonserwowana smarem, zapakowana w papier i dodatkowy worek foliowy po wypakowaniu wygląda przyjemnie inaczej niż to, co można w Polsce obecnie dostać. Prox'a skonfrontowałem z korbowodem oryginalnym, wyciągniętym z mojej 150'tki. Porównując wizualnie oba te korbowy widać wyraźnie, że prox jest znacznie grubszy. Zastosowano współczesne łożysko korbowodowe o zwiększonej o 1 mm średnicy zewnętrznej i poszerzonych rolkach oraz czop korbowy drążony na wylot (oryginał jest pełny z wpustami.) Dodatkowo mamy miedziane przekładki korbowodu, zamiast zwykłych blaszek. Ma to wpływ na zatrzymywanie oleju w łożysku i tym samym na jego trwałość z
lewej Prox, z prawej oryginał
W tabeli zamieściłem wyniki porównania kluczowych wymiarów obu tych korbowodów.
Ważne aspekty, na które należy zwrócić uwagę, to szerokość główki korbowodu. 3 mm mniejsza niż szerokość łożyska zarówno w oryginale jak i w proxie. Chińskie korbowody nie posiadają tego podcięcia, więc łożysko nie wystaje z główki i jest pozbawione smarowania. Drugą ważną kwestią jest rowek smarujący stopy korbowodu. Oba posiadają tą samą szerokość natomiast ten z proxa, jest 2 mm krótszy. Oceniając tylko ich sumaryczną wielkość, bez wątpienia przez oryginał wpada więcej paliwa. Sytuacja wygląda inaczej, gdy zestawimy korbowód w całość... Zmieniona konstrukcja łożyska umożliwia odsłonięcie praktycznie całej rolki a między bieżnią korbowodu a łożyskiem powstaje szczelina, która umożliwia penetrację rolek łożyska na całej jego szerokości. Na łożyskach oryginalnych nie było to możliwe, dlatego stosowano dodatkowe pod frezowania wewnątrz, z których koszyk łożyska zabierał paliwo z olejem.
Widok
przez szczelinę korbowodu, rolki są zasłonięte.
Inna
konstrukcja łożyska powoduje, zę praktycznie cała rolka jest wystawiona
na działanie mieszanki.
z
lewej Prox, z prawej oryginał
Nad samymi łożyskami warto się chwile zatrzymać. Oryginalne łożysko, zabudowane koszykiem aluminiowym posiadało ciekawy system rozprowadzania oleju po bieżni. Występy koszyka oznaczone na rysunku nr 1, nie są rozłożone jeden za drugim. Przyglądając się zdjęciu widać, ze są nacięte jak gwint na śrubie. Koszyk obracając się przenosi olej na całej szerokości na tej samej zasadzie na której działa ślimak w maszynce do mięsa. Olej jest zabierany z pod frezowania znajdującego się w oryginalnych korbowodach. Bez niego te łożysko nie miałoby smarowania. W łożysku z korbowodu proxa tego problemu nie ma, ale zastosowano podobną metodę rozprowadzania oleju, z tym że na czopie korbowym. Perforacja
koszyka zwieksza "trzymalność" oleju.
Wszystkie
fazy otworów są wykończone
w proxie zgodnie z oryginałem.
Słowo
końcowe:
Co można powiedzieć, korbowód na pewno przewyższa jakością oryginał a sprawa ma się podobnie do chińskich gaźników i Bingów. Korbowód nie jest tani. Kosztuje w tej chwili 450 zł, co w porównaniu do korb dostępnych w handlu, które kosztują 10 razy mniej jest kwota nie małą. Jednak jak pokazuje doświadczenia wytrzymuję też 30 razy więcej, gdyż przypadki zatarć wałów spotyka się nawet po 500 km. Wbrew powszechnej opinii nie przez za małe rowki smarujące, tylko jakość samego łożyska stopy korbowodu, które rozpada się. Decyzja należy jak zawsze należy do motocyklisty. |
|||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||