|
Biskupin i zaurolandia Kolejny wyjazdz serii - a może pojedziemy tam? ;) W biskupinie nigdy nie byłem, więc pozostało się spakować i wyruszyć w drogę. Trasa przebiegła bezproblemowo i bezawaryjnie (jak zwykle zresztą ;) ) tak jak przystało na zagrzaną w boju 150'tkę ;) Poniżej kilka fotek z wyjazdu wraz z małym komentarzem. Po
zwiedzeniu wszystkiego, co biskupin miał nam do zaoferowania ruszyliśmy
do oddalonej o 15 km Zaurolandii. Obiekt wypatrzyłem przypadkowo,
przeglądając stronę biskupina. Ta ciekawie brzmiąca wówczas
nazwa figurowała jako atrakcja w okolicach grodu, więc warto było
zajechać.
Sama Zaurolandia to swego rodzaju park z wydzielonymi ścieżkami prowadzącymi wokół całego kompleksu. Wzdłuż trasy stoją modele dinozaurów naturalnej wielkości a obok nich tablice informacyjne w 3 językach (w tym oczywiście polskim). Nie powiem, gady robiły wrażenie. Dobrze że takie w obecnych czasach nie biegają ;) owad gigant. rozpietość skrzydeł 75 cm...
Po
zakończeniu wycieczki nadszedł czas na powrót do domu. Na trasie
próbowałem jeszcze ugotować wodę na kawę, lecz po przygotowaniu
prymusa do działań bojowych okazało się... że zapomniałem zapałek...
Na zdjęciu widać jaki patent chciałem zastosować... Niestety, farba zbiornika w prymusie nie masowała z silnikiem, więc o wysokości napięcia panującego na świecy miałem przyjemność przekonać się osobiście ;) Z kawy gotowanej na żywo nici... Rogalin Ostatni postój na trasie
Do domu zajechałem w okolicach 1 w nocy a wyjazd zaliczam do udanych. Spalanie w dwie osoby oscylowało w granicach 4 litrów, przy przelotowej 90 - 110 km/h. |
|||||||||