|
Małe spotkanie na "zakończenie sezonu" ;) Borki podejście drugie... Moja planowana na ten okres wyprawa w góry niestety niedoszła do skutku a siedzieć bezczynnie w domu raczej nie miałem zamiaru ;) Na forum MZ-Clubu pojawiła się inicjatywa małego spotkania, więc postanowiłem wyruszyć. W końcu okazja na wypicie bronka z ludźmi, którym podróżowanie na MZ obce nie jest nie zdarza się codziennie :) Wyjechałem z domu gdzieś koło 13. Nie była to zbyt optymalna godzina, ale wcześniej nie dałem rady. Moje praktyki w liceum trochę pokrzyżowały mi szyki ale zaraz po odbębnieniu mojej pracy "pana nauczyciela" zapakowałem MZ i wyruszyłem w drogę. Przede mną do pokonania trochę ponad 400 km... Garbus KingNothing'a i ekipa "zlotu"
Miałem jak się okazało szatański pomysł skrócenia sobie drogi przez okoliczne wiochy. Niestety zgodnie w powiedzeniem "kto drogi prostuje ten w domu nie nocuje" zaoszczędziłem może z 10 kilometrów a na szukanie kompletnie nie oznakowanych dróg straciłem ze 2 godziny. Byłem zły jak osa. Po powrocie ze Szwecji trochę mnie te nasze oznakowania zaczęły irytować. Tam jeździliśmy po obcym państwie po obcych miastach a nie mieliśmy nigdy problemu z dojechaniem do celu... Nic, w końcu wyjechałem na jakąś główną i leciałem już prosto na miejsce. W Polsce lepiej nadłożyć kilometrów, ale jechać głównymi niż tłuc się dziurawym duktem obładowanym motocyklem oszczędzając 2 kilometry drogi. W trasie jak zwykle ostatnimi czasy nie działo się absolutnie nic ;) Pogoda piękna, szum wiatru i dźwięk mojej niezawodnej MZ w kasku przewijały się przez całą drogę.;) Na miejsce zajechałem już nawet nie pamiętam o której, ale chyba koło 21. Po perturbacjach z trafieniem do domku przywitałem się z chłopakami rozpakowałem się i poszliśmy na odbywające się tego dnia ognisko. Szybka naprawa...
Ogólnie było wesoło. Nie mam zamiaru opisywać wszystkich szczegółów. To nie wyprawa tylko spotkanie grupki ludzi ujeżdżających MZ. Jeśli ktoś chce się przekonać, że "buty nie śmierdzą, bobry tną drzewa, MZ Maxi Perwersa jedynie wącha paliwo, William umie zagrać na wiośle i nawet zaśpiewać to niech zapakuje furę i przyjedzie...;) Pokojowy sajgon....
MZ Maxi Perwers i jego walka z kapciem w przedniej oponie...
Obiad... każdy spożywa co ma ;)
Na mnie już czas...
W niedziele już tylko pakowanie i wyjazd w drogę powrotną... W drodze do domu miałem zamiar zobaczyć zamki, które znajdowały się po drodze, ale niestety zajechałem tylko do jednego. Był to zamek w Łęczycy. Porobiłem
zdjęcia i ruszyłem dalej. W połowie drogi powrotnej rozpadało się.
Dosłownie lało jak z cebra, wiec jechałem już prosto do domu. Drogi do
zamków (i wioch w których się znajdowały) były nie
oznakowane (jak zwykle) a tułać się w deszczu już mi się nie chciało.
Zamki zostały na przyszły sezon ;) W domku byłem koło 22 po
równych 400 km bezproblemowej jazdy. Wierna MZ po raz kolejny
pokazała klasę...
Widok z wierzy...
|
|||||||||