|
|
Borki
trzy...
Borkowe zakończenia sezonu weszły już na dobre do
kanonu imprez MZ-Klubu. Tak jak w zeszłym roku nasza załoga podpięła
się pod odbywające się w tym samym terminie zakończenie sezonu forum
motocyklistów. Jak przebiegało tegoroczne spotkanie opisałem
ze szczegółami poniżej ;)
21.09.2007
Po zatankowaniu sprzęta i zapakowaniu potrzebnych
rzeczy ruszyłem w drogę w okolicach godziny 11. Gwardia miała się
zbierać w okolicach 16, tak wiec nie było sensu wyjeżdżać wcześniej.
Trasa przebiegała jak zwykle bezproblemowo. Była to moja pierwsza
większa wyprawa po wykonanym po powrocie ze Szwecji szlifie
cylindra, wiec nie goniłem zbytnio. Na całej trasie nigdy nie
przekraczałem 90 km/h. Na miejsce zajechałem poprowadzony przez
spotkanego na trasie przypadkowego MZ’tkowicza z Tomaszowa
Mazowieckiego, do którego zagadałem odnośnie zlotu w
Borkach. Niestety, ów młody kierowca nie był zaznajomiony z
tematem. Jechałem też pierwszy raz w nowo kupionych skórach,
które bardzo przypadły mi do gustu. Jedynym mankamentem były
ochraniacze w spodniach... Beznadziejne. Zbyt mocno uciskały na kolana,
znacznie zmniejszając przyjemność płynącą z jazdy. Zaraz po dojechaniu
na miejsce wywaliłem je ze środka i od razu jak ręką odjął ;)
Po dojechaniu do jak się okazało, tego samego domku
co w zeszłym roku, przywitałem się z ekipą i rozlokowałem na
łóżku. Nie było jeszcze wszystkich. Co najmniej połowa była
jeszcze w trasie a czas właściwie na niczym specjalnym nie mijał.
W końcu, jak to William już w zeszłym roku ujął, pracować tam nie
przyjechaliśmy ;) Część osób pojawiła się na spotkaniu po
raz pierwszy więc, czas zlatywał na zapoznawaniu się, gadaniu i
oglądaniu każdej ze stojących tam etek...
Wieczorem udaliśmy się na ognisko, gdzie
sposób w jaki spędzaliśmy czas nie uległ znaczącej zmianie
;) W między czasie pojawił się też Maxi Perwers i Tomasz102 na swojej
nowo zakupionej 250’tce ;). Ja wymiękłem już w okolicach
północy, ale zabawa trwała chyba do 4 nad ranem.
22.09.2007
Dzień następny nie różnił się zbytnio
od poprzedniego. ;) Tego dnia dostąpiłem zaszczytu posadzenia tyłka na
Williamowego Rometa. Ciekawa to maszyna. Silniczek chodzi tak cicho, że
zatrzymując się, nie wiadomo czy pracuje czy zgasł.
W godzinach
obiadowych wyjechaliśmy na małe zwiedzanie. Najpierw odwiedziliśmy
jakiś stary bunkier, do którego wjechaliśmy.
Dalej jak się
okazało nie dojechałem. Ekta jadącego przede mną
jimiusl’a stwierdziła, że ona na dalszą jazdę nie ma ochoty
;) Powodem okazał się wadliwie działający układ zasilania paliwem, gdyż
po przełączeniu na rezerwę motocykl nie dostawał wachy. Nie udało się
tego na szybko naprawić, wiec wzięliśmy sprzęta na hol do najbliższej
stacji. Po zalaniu beznyny silnik zagadał, wiec już bezstresowo nasza
trójka w składzie Lubo, Jimiusl i ja dojechała do
ośrodka.
Wieczorem impreza rozkręciła się na całego a
bohaterami dnia jak dla mnie zostali Awers, Tomek102, Maxi Perwers i
Etka Tigera ;)
Pojazd Tigera zasługuje na osobny akapit, gdyż
jest to, jak mówi sam właściciel
wersja „amerykańska”. Posiada na pokładzie dozownik
oleju wyskalowany w galonach, radio z głośnikami oraz owiewkę TIGER ;)
Prawdopodobnie również zwiększoną ładowność i silnik z
turbodoładowaniem, gdyż pół nocy woziła wyżej wymienioną
trójce na swoim pokładzie bez żadnego problemu ;)
Etka autobus... Tutaj Rof, Świruradom i Tomasz102 jako woźnica...
A tutaj pasażerowie z kartą stałego klienta :P MZ Maxi Perwers, Awers i Tomasz102
I tak mijały godziny, aż przy ognisku zostały same
niedobitki z naszej ekipy i trójka
„skuterowców” , którzy
wyrazili chęć przesiadki ze skutera na R1 szukając u nas porady ;)
Chłopaki jaja sobie robili.
W każdym bądz razie na sam koniec dyskusji jeden
z tej ekipy poszedł po swoją Gilere, która okazała się R6 i
pokazał, że umie palić oponę... w dalszej kolejności pokazał, że potrafi zrobić to samo ze sprzęgłem...
Motocykl nie nadawał się już do jazdy. Nyny poszedłem razem z ostatnimi
niedobitkami w okolicach czwartej nad ranem.
23.09.2007
No i nadszedł dzień końca naszej imprezy. Po
zapakowaniu, przywdzianiu stroju już bez tych gównianych
ochraniaczy na kolana i pożegnaniu z ekipą ruszyłem w drogę powrotną.
Padło w sumie 810 km a maszyna szła jak zawsze jak dzika ;)
Na tym spotkaniu po raz ostatni bawił się z nami
nasz forumowy kolega, NOSTRADAMUS. 26 września rozbił swojego Fazera i
zginął. Spoczywaj w pokoju...[*]
|