MZ ETZ 150

WYJAZDY



Strona Główna
Co nowego...
Moje Motocykle
Usprawnienia MZ
Wyjazdy
O mnie...
Linki
Księga Gości...
Kozienice...

   Sprawa przeto niesłychana... Pani chce poślubić Pana...  Słowa te, zerżnięte (choć nie bez małej modyfikacji ;) ) ze starego, posiadanego przeze mnie zaproszenia weselnego najlepiej oddają charakter tego wyjazdu. Już na parę dni przed planowanym terminem uroczystości pojawił się na forum temat, w którym to Micek zapraszał wszystkich na własny ślub mając wyraźnie nadzieję na prowadzącą go kolumnę motocykli roztaczających za sobą przyjemną woń spalonego miksolu ;) Stara zlotowa gwardia zebrała więc wszystkie siły i ruszyła szturmem na Kozienice. Oczywiście część ekipy jeżdżącej dwusuwami przygotowała w zbiornikach mieszankę w stosunku 1:1 ;P

   Ja z Międzychodu wyruszyłem około godziny 8:30 a na miejsce dotarłem o 16 fuksem łapiąc ekipę, która już dawno zebrała się na umówionym wcześniej parkingu. Pierwszym przystankiem był blok w którym mieszkał albo Micek, albo jego obecna żona. Ciężko mi powiedzieć ;). Fakt ten większego znaczenia dla całokształtu nie miał. Ważne, ze tam się zatrzymaliśmy, Młoda para weszła, potem wyszła przy akompaniamencie kilku muzyków i odjechała do kościoła eskortowana przez nas. Zostało powiedzieć sakramentalne „TAK” i już można zapomnieć o wolności, motocyklach i chlaniu na zlotach razem z kolegami :P

   Dalej przyszła pora na życzenia i paradę dookoła miasta, po której udaliśmy się na miejski ośrodek wypoczynkowy by rozpocząć biesiadę w gronie tych, którzy nie musieli odjechać do domu tego samego dnia. O wspomagacze imprezy martwić się nie musieliśmy, gdyż Micek stanął na wysokości tłumika i poczęstunek dla wygłodniałej ekipy zapewnił ;)

   Muszę powiedzieć że działo się... Na tej imprezie dowiedzieliśmy się wszyscy, że motocykl na samych oponach stać nie będzie i bez paliwa raczej nawet na pych nie zapali. Pasztetowa, która była dla mnie białą kiełbasą na pewno się w ognisku nie upiecze, a etka Tigera jeździ nawet na ropie :P Tiger swoją drogą, aby rozpalić gasnące ognisko wylał do niego chyba z pół zbiornika i cały miksol jaki posiadał :P

   No nic, choć czas miło płynął pora zrobiła się późna i każdy w swoim czasie udał się na spoczynek. Moje łóżko zajął już wcześniej kolega, który przykrył się tylko moją kamizelką odblaskową, wiec przeniosłem się do pokoju obok.




   Rano pozostało już pakować graty, posprzątać z grubsza syf i po odwiedzinach Micka z żoną udać się do domu. Zajechałem bez problemów około 21 razem z bolącą dupą i bogatszym o nowe przeżycia życiorysem. Etka spisała się jak zwykle rewelacyjnie, ale pożarła zastraszające 5,5 litra na 100 km. Powód, jak się w domu okazało - proszący się już o wymianę gównianej jakości filtra powietrza. Zessał się po 4 tyś km...



copyright: intr