|
|
Spotkanie klubu MZ w Nieborowie...
Tak jak i w zeszłym tak i w tym roku Micek i JacekMZ z pomocą
Wojtka nie udzielającego się na forum zorganizowali klubowy zlot
sympatyków i posiadaczy motocykli MZ. Tegoroczna impreza
odbywała się w Nieborowie oddalonym 40 km na zachód od Warszawy.
Borki stałym bywalcom klubowych spotkań już się trochę przejadły :P Na
takiej imprezie nie mogło zabraknąć również i mnie wiec po
przygotowaniu MZ i zapakowaniu rupieci ruszyłem w piątek w trasę. Do
pokonania było ok. 330 km...
Piątek...
Trasa do Nieborowa przebiegała bezproblemowo choć ta,
którą jechałem nie była tak szczęśliwa dla innych
użytkowników dróg. Około 50 km ode mnie zastałem na
drodze ogromny korek, długi na jakieś 3 km... Po wyminięciu wszystkich
katamaranów i wysunięciu na czoło korka, patrzę wypadek.
Gliniarz, który do mnie zagadał opowiedział mi co się stało.
Oczywiście winna była znowu nadmierna prędkość i nie dostosowanie do
warunków na drodze. Z rana bowiem droga była po deszczu ślizga.
Dwoje ludzi jadących osobówką wpadło w poślizg prosto pod koła
ciężarówki. Zginęli na miejscu. Nie mieli szans. Akurat ściągali
ten samochód jak stałem na czele i nie zostało z niego
absolutnie nic. Uderzenie było w drzwi pasażera przy czym
samochód tak się poskładał że koła lewe spotkały się z prawymi a
cały samochód w jednym kawałku trzymał się tylko na progu od
strony kierowcy...
Na dwusetnym kilometrze mijałem płonącą
ciężarówkę. Wiozła baloty słomy na pace, które zaczęły
się palić. Kupa straży i znowu ruch został zablokowany. Już niedaleko
Nieborowa mijałem kolejny wypadek. Tym razem bez ofiar śmiertelnych,
ale
samochody niestety skasowane. Jeden wjechał w dupę drugiemu...
Na miejsce zajechałem około godziny 15, gdzie zastałem
jedynie kilka osób. Cała gwardia dopiero zaczynała się zjeżdżać.
Czas mijał więc na dyskusjach i zapoznawaniu się z nowymi osobami,
które na bieżąco dojeżdżały. W miedzy czasie dojechał do nas
prawdziwy weteran jazdy na motocyklu. 63 letni ujeżdżacz naprawdę
wyglancowanego tropika. Przebieg tej maszyny wg. właściciela to
uwaga... 240 tyś km... (dwieście czterdzieści tysięcy!!). Swój
motocykl posiada od nowości i widać że naprawdę dba o niego jak o
kobietę ;)
Wieczorem tego dnia, gdy zjechało się już większość
zapowiadanych osób odbyło się ognisko. O kiełbasę i piwo zadbali
organizatorzy wiec nie trzeba się było o jedzenie i picie martwić. Co
jakiś czas użytkownicy MZ poddawali je rozmaitym testom.. ;)
W
testowaniu wytrzymałości swojej fury przodował zdecydowanie Michał54_87
na swojej 150'tce... Tak długo katował swoją maszynę aż za
którymś razem "zdenerwowana" już MZ wysadziła Michała z siodła w
ten sposób, ze trochę się chłop przerysował o drogę ;). Jego
wehikuł również nie wyglądał na zadowolony :P Michałowi na
szczęście nic poważnego się nie stało.
Piątek to ogólnie dzień dawania w palnik :P. Każdy
kto miał ochotę, wlewał w siebie ile mógł, gdyż w sobotę można
sobie pozwolić na trzeźwienie ;). Z soboty na niedziele już takiej
możliwości nie ma... Impreza skończyła się w okolicach 3 nad ranem...
Sobota...
W sobotę, gdy większość zlotowiczów wykulała się
już z wyra zarządzono zbiórkę na zdjęcie grupowe.
Po zdjęciu, a
było to koło godziny 13 gwardia wyruszyła na planowane zwiedzanie
okolic. Parada niestety nie była zbyt udana. Ludzie nie mogli utrzymać
się w kolumnie a główna w tym zasługa niektórych kolegów,
którzy przyjechali na maszynach japońskich. Najpierw trzeba było
ich wyprzedzać, ponieważ jechali zbyt wolno, po czym z końca kolumny
wyprzedzali wszystkich lewym pasem jadąc grubo szybciej niż my. Mnie to
osobiście wkurwiało, powodowało zagrożenie na drodze a przy okazji
pomniejszało przyjemność z jazdy zmuszając do ciągłego patrzenia w
lusterko.
Pierwszym przystankiem był rynek w Łowiczu, jedyny
trójkątny w całej europie. Po wykonaniu kilku pamiątkowych zdjęć
gwardia ruszyła do zakładu garncarskiego w Bolimowie. Gość,
który prowadził demonstracje opowiadał co nieco na temat
historii garncarstwa kręcąc przy okazji kołem i lepiąc z gliny
rózne naczynia.
Chętni mogli spróbować swoich sił, a
naprawdę nie jest to sztuka łatwa. Można było zobaczyć piec do
wypalania gliny i zakład w którym wyrabiano naczynia np. do
ogniem i mieczem. Gdy każdy zwiedził co chciał wyjechaliśmy z powrotem
na kamping, gdzie po spożyciu obiadu odbyły się zapowiadane konkursy.
Na pierwszy ogień szła wolna jazda, którą wygrał na jaskółce starszy Ślązak
o imieniu Tomek nie udzielający się na forum.
W finale walczył z
kolesiem, który przyjechał na zlot w sobote na przerobionej
na "streeta" TS'ce. Jeśli chodzi o samą jazdę był naprawdę dobry... Od
zwycięzcy na pewno lepszy lecz niestety... spalił sprzęgło w trakcie
oddając zwycięstwo po czym chyba obrażony odjechał zostawiając
również bardzo wartościową nagrodę dla innych :P.
Po tym konkursie przyszła pora na slalom. Jazdę utrudniało
jajko na plastikowej łyżce, która należało trzymać w gębie ;),
Zahaczenie motocyklem o stołek lub zgubienie jajka oznaczało
dyskwalifikacje. W tym konkursie bezkonkurencyjny był Awers ma
swojej 251, ustalając rekordowy czas 22 sekundy. Na drugim miejscu był
Wojtek na DT 125 a na trzecim ja na swojej 150'tce.
Był również rzut moherem. Celem była Mickowa MZ.
Kto rzucił beretem w ten sposób, że zaczepił się on na jakieś
części motocykla wygrywał koszulkę (chyba pierwsze trzy osoby).
Następni szczęśliwcy dostawali browar i wśród nich znalazłem się
również ja. ;)
Pogoda troche nam nie dopisała bo już pod koniec slalomu
zaczęło ostro padać. Impreza przeniosła się wiec do domków.
Wieczorkiem gdy deszcz już ustał rozpalone zostało ognisko, w
którego trakcie ogłoszone zostały wyniki i wręczone nagrody.
Pierwsze miejsce za wolną jazdę uzyskał Tomek ze śląska i
wybrał kask otwarty Airoh'a z intercomem.
Drugie miejsce i kask
integralny wygrał koleś, który sobie pojechał wiec o nagrodę
była dogrywka (o tym dalej). Pierwsze miejsce w slalomie miał Awers na
251 z czasem 22 sekundy. Wybrał sobie oponę z dętką Heidenau na tylnie
koło do swojej etki. (chyba 3.25x16).
Gdy wyczytywano drugie miejsce
byłem ciut zaskoczony ponieważ wyczytano mnie... No i żeby była
jasność... Drugie miejsce miał kolega na DT 125. Był szybszy w slalomie
ode mnie, ale zrezygnował z nagrody... Opona przypadła wiec mi za
miejsce trzecie. Dostałem oponę z dętką Heidenau 3.5x18 na tylnie koło
do 250'tki ;). Za rzut beretem były zlotowe koszulki a za udawanie
dźwięku MZ ustami zestaw napędowy. (konkurs odbył się przy ognisku)
O kask, który został była dogrywka. Brali w niej
udział wszyscy, którzy przeszli wstępne eliminacje. (tzn. choć
raz wygrali poprzednią jazdę). Była godzina chyba 23, a podniósł
się taki ryk grzanych maszyn że masakra :P Walka o kask była zacięta ;)
osobiście tak przyjarałem sprzęgło w 150'tce że skok klamki
skrócił mi się o polowe :P Walkę przegrałem w półfinale z
Michałem54_87, a finał jazdy był między właśnie Michałem a Wojtasem na
DT125, który zrezygnował poprzednio z opony. Walka była
zacięta, ale ostatecznie wygrał Wojtas. Nagroda została wręczona, i
zaczęło się szaleństwo ;) Miedzy innymi palenie opon na żużlu :P Jeden
kolega na GSXR 1100 zakopał motocykl po sam łańcuch, natomiast drugi
chcąc zrobić to samo na Kawie Ninia nie miał tyle szczęścia. Żużel to
bardzo zdradliwy podkład do palenia opony i zakopując kawałek motocykl
przeciął niedawno kupioną nową oponę na pół co zakończyło się
jej eksplozją. Dalej już przy ognisku również i Michał z (chyba)
Shermanem rozpoczęli kopanie rowów swoimi MZ. Cała impreza
kończyła się w sumie znowu około godziny 3 nad ranem...
Niedziela...
W niedziele zostało już tylko pakowanie, pożegnanie z
ekipa i powrót do domu. Wyjechałem sam około godziny 12.
Przy czym na trasie pod poznaniem dogonili mnie koledzy z Poznania,
Gorzowa i Szczecina wiec od tej pory jechaliśmy już razem. Na miejsce
zajechałem w okolicach 16:30. Łączny dystans tego wyjazdu to
równe 700 km a maszyna spaliła wg obliczeń równe 4 lity
na 100 kilometrów. Jedyną "awarią" była konieczność naciągnięcia
łańcucha...
Cóż pozostaje podziękować organizatorom za super zabawę i do zobaczenia za rok... na weselu u Micka :P
|