MZ ETZ 150

WYJAZDY



Strona Główna
Co nowego...
Moje Motocykle
Usprawnienia MZ
Wyjazdy
O mnie...
Linki
Księga Gości...
Spotkanie klubu MZ w Nieborowie...


  Tak jak i w zeszłym tak i w tym roku Micek i JacekMZ z pomocą Wojtka nie udzielającego się na forum zorganizowali klubowy zlot sympatyków i posiadaczy motocykli MZ. Tegoroczna impreza odbywała się w Nieborowie oddalonym 40 km na zachód od Warszawy. Borki stałym bywalcom klubowych spotkań już się trochę przejadły :P Na takiej imprezie nie mogło zabraknąć również i mnie wiec po przygotowaniu MZ i zapakowaniu rupieci ruszyłem w piątek w trasę. Do pokonania było ok. 330 km...

Piątek...

   Trasa do Nieborowa przebiegała bezproblemowo choć ta, którą jechałem nie była tak szczęśliwa dla innych użytkowników dróg. Około 50 km ode mnie zastałem na drodze ogromny korek, długi na jakieś 3 km... Po wyminięciu wszystkich katamaranów i wysunięciu na czoło korka, patrzę wypadek. Gliniarz, który do mnie zagadał opowiedział mi co się stało. Oczywiście winna była znowu nadmierna prędkość i nie dostosowanie do warunków na drodze. Z rana bowiem droga była po deszczu ślizga. Dwoje ludzi jadących osobówką wpadło w poślizg prosto pod koła ciężarówki. Zginęli na miejscu. Nie mieli szans. Akurat ściągali ten samochód jak stałem na czele i nie zostało z niego absolutnie nic. Uderzenie było w drzwi pasażera przy czym samochód tak się poskładał że koła lewe spotkały się z prawymi a cały samochód w jednym kawałku trzymał się tylko na progu od strony kierowcy...

   Na dwusetnym kilometrze mijałem płonącą ciężarówkę. Wiozła baloty słomy na pace, które zaczęły się palić. Kupa straży i znowu ruch został zablokowany. Już niedaleko Nieborowa mijałem kolejny wypadek. Tym razem bez ofiar śmiertelnych, ale samochody niestety skasowane. Jeden wjechał w dupę drugiemu...

   Na miejsce zajechałem około godziny 15, gdzie zastałem jedynie kilka osób. Cała gwardia dopiero zaczynała się zjeżdżać. Czas mijał więc na dyskusjach i zapoznawaniu się z nowymi osobami, które na bieżąco dojeżdżały. W miedzy czasie dojechał do nas prawdziwy weteran jazdy na motocyklu. 63 letni ujeżdżacz naprawdę wyglancowanego tropika. Przebieg tej maszyny wg. właściciela to uwaga... 240 tyś km... (dwieście czterdzieści tysięcy!!). Swój motocykl posiada od nowości i widać że naprawdę dba o niego jak o kobietę ;)

   Wieczorem tego dnia, gdy zjechało się już większość zapowiadanych osób odbyło się ognisko. O kiełbasę i piwo zadbali organizatorzy wiec nie trzeba się było o jedzenie i picie martwić. Co jakiś czas użytkownicy MZ poddawali je rozmaitym testom.. ;)

   W testowaniu wytrzymałości swojej fury przodował zdecydowanie Michał54_87 na swojej 150'tce... Tak długo katował swoją maszynę aż za którymś razem "zdenerwowana" już MZ wysadziła Michała z siodła w ten sposób, ze trochę się chłop przerysował o drogę ;). Jego wehikuł również nie wyglądał na zadowolony :P Michałowi na szczęście nic poważnego się nie stało.


   Piątek to ogólnie dzień dawania w palnik :P. Każdy kto miał ochotę, wlewał w siebie ile mógł, gdyż w sobotę można sobie pozwolić na trzeźwienie ;). Z soboty na niedziele już takiej możliwości nie ma... Impreza skończyła się w okolicach 3 nad ranem...

Sobota...

   W sobotę, gdy większość zlotowiczów wykulała się już z wyra zarządzono zbiórkę na zdjęcie grupowe.

  Po zdjęciu, a było to koło godziny 13 gwardia wyruszyła na planowane zwiedzanie okolic. Parada niestety nie była zbyt udana. Ludzie nie mogli utrzymać się w kolumnie a główna w tym zasługa niektórych kolegów, którzy przyjechali na maszynach japońskich. Najpierw trzeba było ich wyprzedzać, ponieważ jechali zbyt wolno, po czym z końca kolumny wyprzedzali wszystkich lewym pasem jadąc grubo szybciej niż my. Mnie to osobiście wkurwiało, powodowało zagrożenie na drodze a przy okazji pomniejszało przyjemność z jazdy zmuszając do ciągłego patrzenia w lusterko.

   Pierwszym przystankiem był rynek w Łowiczu, jedyny trójkątny w całej europie. Po wykonaniu kilku pamiątkowych zdjęć gwardia ruszyła do zakładu garncarskiego w Bolimowie. Gość, który prowadził demonstracje opowiadał co nieco na temat historii garncarstwa kręcąc przy okazji kołem i lepiąc z gliny rózne naczynia.

   Chętni mogli spróbować swoich sił, a naprawdę nie jest to sztuka łatwa. Można było zobaczyć piec do wypalania gliny i zakład w którym wyrabiano naczynia np. do ogniem i mieczem. Gdy każdy zwiedził co chciał wyjechaliśmy z powrotem na kamping, gdzie po spożyciu obiadu odbyły się zapowiadane konkursy. Na pierwszy ogień szła wolna jazda, którą wygrał na jaskółce starszy Ślązak o imieniu Tomek nie udzielający się na forum.

   W finale walczył z kolesiem, który przyjechał na zlot w sobote na przerobionej na "streeta" TS'ce. Jeśli chodzi o samą jazdę był naprawdę dobry... Od zwycięzcy na pewno lepszy lecz niestety... spalił sprzęgło w trakcie oddając zwycięstwo po czym chyba obrażony odjechał zostawiając również bardzo wartościową nagrodę dla innych :P.

   Po tym konkursie przyszła pora na slalom. Jazdę utrudniało jajko na plastikowej łyżce, która należało trzymać w gębie ;), Zahaczenie motocyklem o stołek lub zgubienie jajka oznaczało dyskwalifikacje.  W tym konkursie bezkonkurencyjny był Awers ma swojej 251, ustalając rekordowy czas 22 sekundy. Na drugim miejscu był Wojtek na DT 125 a na trzecim ja na swojej 150'tce.

   Był również rzut moherem. Celem była Mickowa MZ. Kto rzucił beretem w ten sposób, że zaczepił się on na jakieś części motocykla wygrywał koszulkę (chyba pierwsze trzy osoby). Następni szczęśliwcy dostawali browar i wśród nich znalazłem się również ja. ;)

   Pogoda troche nam nie dopisała bo już pod koniec slalomu zaczęło ostro padać. Impreza przeniosła się wiec do domków.

  Wieczorkiem gdy deszcz już ustał rozpalone zostało ognisko, w którego trakcie ogłoszone zostały wyniki i wręczone nagrody. Pierwsze miejsce za wolną jazdę uzyskał Tomek ze śląska i wybrał kask otwarty Airoh'a z intercomem.

  Drugie miejsce i kask integralny wygrał koleś, który sobie pojechał wiec o nagrodę była dogrywka (o tym dalej). Pierwsze miejsce w slalomie miał Awers na 251 z czasem 22 sekundy. Wybrał sobie oponę z dętką Heidenau na tylnie koło do swojej etki. (chyba 3.25x16).

   Gdy wyczytywano drugie miejsce byłem ciut zaskoczony ponieważ wyczytano mnie... No i żeby była jasność... Drugie miejsce miał kolega na DT 125. Był szybszy w slalomie ode mnie, ale zrezygnował z nagrody... Opona przypadła wiec mi za miejsce trzecie. Dostałem oponę z dętką Heidenau 3.5x18 na tylnie koło do 250'tki ;). Za rzut beretem były zlotowe koszulki a za udawanie dźwięku MZ ustami zestaw napędowy. (konkurs odbył się przy ognisku)

   O kask, który został była dogrywka. Brali w niej udział wszyscy, którzy przeszli wstępne eliminacje. (tzn. choć raz wygrali poprzednią jazdę). Była godzina chyba 23, a podniósł się taki ryk grzanych maszyn że masakra :P Walka o kask była zacięta ;) osobiście tak przyjarałem sprzęgło w 150'tce że skok klamki skrócił mi się o polowe :P Walkę przegrałem w półfinale z Michałem54_87, a finał jazdy był między właśnie Michałem a Wojtasem na DT125, który zrezygnował poprzednio z opony.  Walka była zacięta, ale ostatecznie wygrał Wojtas. Nagroda została wręczona, i zaczęło się szaleństwo ;) Miedzy innymi palenie opon na żużlu :P Jeden kolega na GSXR 1100 zakopał motocykl po sam łańcuch, natomiast drugi chcąc zrobić to samo na Kawie Ninia nie miał tyle szczęścia. Żużel to bardzo zdradliwy podkład do palenia opony i zakopując kawałek motocykl przeciął niedawno kupioną nową oponę na pół co zakończyło się jej eksplozją. Dalej już przy ognisku również i Michał z (chyba) Shermanem rozpoczęli kopanie rowów swoimi MZ. Cała impreza kończyła się w sumie znowu około godziny 3 nad ranem...

Niedziela...

   W niedziele zostało już tylko pakowanie, pożegnanie z ekipa i powrót do domu. Wyjechałem sam około godziny 12. Przy czym na trasie pod poznaniem dogonili mnie koledzy z Poznania, Gorzowa i Szczecina wiec od tej pory jechaliśmy już razem. Na miejsce zajechałem w okolicach 16:30. Łączny dystans tego wyjazdu to równe 700 km a maszyna spaliła wg obliczeń równe 4 lity na 100 kilometrów. Jedyną "awarią" była konieczność naciągnięcia łańcucha...

   Cóż pozostaje podziękować organizatorom za super zabawę i do zobaczenia za rok... na weselu u Micka :P




copyright: intr