|
|
Parada parowozów
i zlot motocyklistów w Wolsztynie.
Na rozpoczynający się w te dni bardzo długi
weekend majowy
zostałem zaproszony do Wolsztyna przez moją obecną Panią ;). Akurat w
tym terminie odbywa się mieście festyn „dni
Wolsztyna”
połączony z paradą parowozów i zlotem
motocyklistów. Jest to nie lada gratka ponieważ jest to
jedyna,
czynnie działająca parowozownia w europie a widok tych
kolosów
napędzanych siłą pary wodnej nie jest widokiem codziennym. Warto wiec
było pojechać...
Po przygotowaniu rzeczy i zatankowaniu maszyny
wyruszyłem
w drogę. Do Wolsztyna mam niecałe 80 km a trasa wiedzie zazwyczaj
drogami drugiej kategorii. ;) Pod pojęciem drogi drugiej kategorii nie
mam na myśli jedynie placków asfaltu na szosie, ale drogę
prowadzącą lasem szeroką na 1,5 pasa ruchu. Motocyklem
po takich drogach jeździ się bardzo przyjemnie. Pogoda dopisała... Było słonecznie i w
miarę bezwietrznie.
Gdy zajechałem na miejsce poczekaliśmy jeszcze na znajomych i
koło 12:30 wyjechaliśmy zobaczyć paradę. Oprócz
parowozów stały tam również drezyny zrobione przez
miłośników kolei. Były nawet dwie z silnikiem od MZ :) Z
250’tką chyba od tropa i ze 150’tką od ETZ.
Prócz
tego drezyna maluch, drezyna Warszawa oraz drezyna rower :P. Mają
ludzie pomysły...
Jakoś koło 14 rozpoczęła się właściwa parada.
Poszczególne parowozy przejeżdżały przed widownią tam i z
powrotem na przeznaczonym na to torze. Każdy wyrzucał co jakiś czas
chmurę czarnego dymu, który zawierał ogromne ilości sadzy. W
zależności od kierunku wiatru, na mających pecha widzach pojawiały się
nagle różnej wielkości czarne plamy co i mnie nie ominęło. ;)
Parowozy były różne... Kilka można
zobaczyć na
załączonych zdjęciach. Jeden z nich zwany „beautiful
Helena” polskiej konstrukcji bił ponoć rekord prędkości
parowozu
a uzyskany wynik oscylował w okolicach 150 km/h co jest rekordem
prędkości dla maszyn parowych (informacje niepewne).
Po obejrzeniu lokomotyw ruszyliśmy zobaczyć festyn w parku
miejskim. Grała tam miejscowa orkiestra wspomagana przez przyorkiestrowe
„pomponiary” ;)
Musze im pogratulować synchronizacji w tańcu, dosłownie
mistrzostwo. Widziałem kiedyś pokaz tańca synchronicznego gdy wracałem
ze Szwecji. Tańczyły wtedy 4 laski i wydawało by się, że mają super
poziom... Po obejrzeniu „pomponiar” z Wolsztyna
zmieniłem
zdanie na niekorzyść dla tych pierwszych ;). Około 20 młodych panienek
chodziło dosłownie jak w zegarku. Tamte cztery z promu nie miały takiej
synchronizacji jak tych 20... Aż chciało się je oglądać ;) Dzień
zakończyliśmy grillem i rundą na ciągniku Volvo FM12, który
to
Andrzej dopiero co kupił. ;)
Dzień drugi to parada motocykli, wiec udaliśmy się
na nią
razem z Karoliną. Maszyn było sporo, ale ogólna kultura na
wysokim poziomie. Parada obejmowała tourne po ulicach miasta i zjazd na
duży plac gdzie motocykle zostały zaparkowane i wystawione na widok
publiczny ;).
Parking na placu trwał około godziny po czym cała
ekipa
"paląc" maszyny wyjechała na mszę świętą do oddalonej o jakieś 10 km
miejscowości (nazwy już nie pamiętam). Kultura jazdy była na bardzo
wysokim poziomie. Nikt nikogo nie gonił i nie wyprzedzał na oślep jak
to miało miejsce chociażby w Sierakowie w zeszłym roku.
Czołówka
poruszała się z prędkością 60 km/h i wszyscy jak jeden mąż jechali w
kolumnie dwójkami zajmując ładnie cały pas ruchu. Aż miło
się
jechało i miało wrażenie autentycznej jedności... Po
mszy
ksiądz poświecił motocykle i ekipa zebrała się na piknik sponsorowany
przez władze Wolsztyna. Była kiełbaska, bigos, buła i jakieś picie
tylko za to że się człowiek pojawił ;) Miło :D Skorzystaliśmy wiec z
dobrodziejstw kuchni i wyruszyliśmy do domku.
Przez te dwa dni przejechałem 270 km z czego 90 w
dwie osoby a wyjazd zaliczam do udanych. Warto było pojechać.
|