|
Relacja jest w całości autorstwa Karoliny. Ja do tej relacji nie przyłożyłem ręki :P Zielona Góra... Co najlepiej robić w duszny, słoneczny dzień? Iść na plażę i kąpać się w niezbyt czystej wodzie? Leżeć godzinami na piasku opalając się? Nie! W gorący dzień najlepiej JEŹDZI SIĘ MOTOCYKLEM !. W sobotni poranek 9 czerwca pogoda dopisywała, więc razem z Romkiem podjęliśmy decyzję, że gdzieś się przejedziemy. Bazą wypadową było moje miasteczko (70km na południowy zachód od Poznania). Rozłożyliśmy więc mapę i po krótkich negocjacjach wybór padł na Zieloną Górę. Główną atrakcją wyjazdu miały być kawa i lody w Palmiarni. Niestety pogoda szybko się popsuła i zaczęło padać. Nie zniechęciło nas to jednak do wycieczki. Poczekaliśmy aż przestanie trochę padać i pojechaliśmy. Dość szybko poczułam, że moja teoretycznie nieprzemakalna kurtka szybko przesiąknęła i to bynajmniej nie od sączącego się z nieba deszczu, a raczej dlatego, ze tylny błotnik w MZtce nie do końca spełniał swoją funkcję. Nie odebrało mi to jednak ochoty na kontynuowanie wycieczki. Ze względu na nasilający się deszcz pierwszy postój zrobiliśmy jakieś 30km od Wolsztyna w barze przy trasie. ![]() Znam nieco Zieloną Górę, dlatego też podjęłam się pilotażu. Skończyło się to tym, że kilka razy trzeba było zaglądać na mapę. ![]() Dojechaliśmy wreszcie do Palmiarni i… okazało się, że jest w remoncie. ![]() Na szczęście Palmiarnia nie jest jedyną atrakcją miasta Bachusa. Pojechaliśmy więc na stare miasto. Motocykl zaparkowaliśmy prawie przy samym deptaku i udaliśmy się na zwiedzanie. ![]() ![]() Trzeba przyznać, że miasto jest bardzo przyjazne turystom - ma bardzo rozbudowaną infrastrukturę. Deptak okala całe stare miasto, co czyni je doskonałym miejscem na niedzielne spacery. ![]() ![]() ![]() Jeśli ktoś od stylowych kamienic woli łono przyrody może udać się do wsi Ochla (ok. 7km na południe od Z.G.). Po drodze do Ochli znajduje się zalew oraz odkryty basen, a także skansen. Do tegoż skansenu pojechaliśmy. Niestety już na miejscu okazało się, że można go zwiedzać tylko do godz. 17. Na wycieczkę nie poszliśmy, ale kilka fotek udało się zrobić. ![]() ![]() ![]() Podczas tego wyjazdu sprawdziło się powiedzenie - nie ma złej pogody, jest tylko złe ubranie. I choć po wjeździe do Zielonej Góry dosłownie wykręcałam kurtkę z wody, a spodnie miałam zupełnie przemoczone na tyłku i udach wyjazd zaliczam do bardzo udanych. Być może uda się nam znów pojechać do Z.G. we wrześniu na tzw. Winobranie - święto miasta. dop. Roman: Dla mnie wyjazd liczył 280 km, dla Karoliny 130 km. |
|||||||||