|
Parotygodniowa podróż motocyklem... Jak przygotować siebie i nasz sprzęt.
Jeśli już stwierdziliśmy, że nic nas nie powstrzyma i zdecydowaliśmy się zrobić ten najważniejszy krok – podjąć decyzje o wyjeździe – do całej wyprawy powinniśmy się z uwagą przygotować. Im więcej przemyślimy w domu, tym mniej myślenia czekać nas będzie na trasie ;) Główną zasadą jest tutaj zapobiegliwość. Jeśli coś już przed wyjazdem wykazuje minimalne niedomagania, na które nie zwracamy uwagi to na wyprawie na pewno przestanie działać całkowicie. Wprowadza to niepotrzebny stres, chociaż na dobrą sprawę uczy radzenia sobie w sytuacjach kryzysowych. Jak kto lubi... Przy wyprawie na parę tysięcy kilometów wrażeń nam i tak brakować nie będzie, wiec uważam że nie warto ryzykować. Ale po kolei... My, czyli kierowcy... Jak się zabezpieczyć przed jazdą w trasę? Podstawą jest oczywiście dobry strój. Pojęcie dobry strój można rozumieć na wiele sposobów, ale w moim mniemaniu dobry oznacza nie przewiewny i wytrzymały na szorowanie tyłkiem po asfalcie. Prócz stroju, który mamy na sobie, z wierzchnich ubrań zabieramy zapasową bluzę oczywiście chroniącą również szyje (najlepsze są rozpinane) oraz zapasowe spodnie. Więcej na pewno nie będzie nam potrzebne. Większość czasu podczas wyjazdu spędza się w siodle, gdzie ciuchy się aż tak nie brudzą. Jeden komplet spokojnie starczy na 3-4 tygodnie. Z bielizną jest trochę inaczej. Ja zabierałem zawsze po 10 par skarpet i gaci. W trasie nigdy nie wiadomo, kiedy będzie następna okazja aby się umyć. Rzeczy te, narażone na zmasowany atak bakterii powinniśmy zmieniać codziennie. 10 par pozwala zachować pewien margines bezpieczeństwa, ponieważ tak jak z myciem, z praniem mogą być w trasie problemy. Podkoszulki przy stosowaniu dobrego antyperspirantu świeże wytrzymują śmiało ze 2 dni. Tak więc 5 koszulek w zupełności nam wystarczy. Z ubrań zabieramy jeszcze kalesony oraz czapkę zimową. Kalesony wiadomo, gdy jest zimno lepiej je mieć jak nie mieć. ;) Natomiast czapka w zależności od tego w jakie rejony świata jedziemy przydać się może w nocy, gdy w namiocie para idzie z ust ;) Prócz normalnego ubioru obowiązkowym wyposażeniem jest przeciwdeszczówka, pokrowce na buty, rękawice, kominiarka i kamizelka odblaskowa. W przeciwieństwie do jednodniowego wyjazdy w takiej trasie nie wrócimy do ciepłego domku i nie ściągniemy z siebie przemoczonych ciuchów. Jeśli przemokniemy, przemoknięci już zostaniemy a nie ma nic gorszego niż jechać mokrym na motocyklu i mokrym kłaść się spać... Kominiarka, to rzecz obowiązkowa. Ciepło w garnku jest podstawa przyjemniej jazdy. Szalejący w kasku huragan, jest zaraz po bolącym tyłku jednym z głównych powodów zmęczenia jazdą. Boląca głowa natomiast, która może być tego konsekwencją całkowicie zniechęca do dalszej podróży. Sprawa rękawic i pokrowców na buty chyba nie wymaga komentarza. To trzeba mieć... Ktoś powie, że bundeswehry ponoć nie przemakają. Owszem, ale tylko dobrze zabezpieczone. Jeśli natomiast w trasie jesteśmy już parę tygodni i deszcz już kilka razy omywał nam buty po impregnacji nie zostanie nawet ślad. Niezabezpieczona niczym skóra przemaka. To nie guma i warto o tym pamiętać. Zabrać ze sobą powinniśmy również drugie lekkie buty sportowe, aby po jeździe dać odpocząć stopom. Kamizelka odblaskowa to już kwestia naszego bezpieczeństwa. Im lepiej jesteśmy widoczni, tym lepiej dla nas. Wszystkie powyższe uwagi dotyczą również ewentualnego pasażera... Dokumenty... Ze sobą zabieramy oczywiście dowód osobisty, prawo jazdy, dowód rejestracyjny motocykla, ubezpieczenie OC, zieloną kartę, paszport oraz gdy posiadamy - legitymacje studencką. Dodatkowo należy sobie wyrobić w NFZ europejską kartę ubezpieczenia zdrowotnego (EKUZ). W razie ewentualnego wypadku lub konieczności jest to dokument potwierdzający nasze ubezpieczenie zdrowotne i uprawnia do korzystania z pomocy medycznej na terenie europejskiego obszaru gospodarczego i szwajcarii. . Środki czystości... Myć się trzeba każdy to (mam nadzieje ;)) wie. A najpowszechniejszym środkiem myjącym jest oczywiście mydło. O tym, ile mydła bierzemy decyduje długość naszego wyjazdu. Z mojego doświadczenia mogę powiedzieć, że jedna normalna kostka starcza na około 3 tygodnie mycia dzień w dzień całego ciała. Wycieramy się oczywiście w ręczniki i tu podobnie jak z mydłem. Jeden w zależności od tego, jak dokładnie się myjemy wytrzymuje max 3 tygodnie. Prócz tego bierzemy pastę i szczoteczkę do zębów, chusteczki higieniczne (2-3 paczki), mały proszek do prania, dobry antyperspirant, zmywak do garów oraz dwie maszynki do golenia i obcinacz do paznokci (chyba że będziemy obgryzać ;)). No i na koniec najważniejsza rzecz, bez której nie ruszamy się z domu to srajtaśma! Wszystkiego można zapomnieć, ale dobrze wycierać pupę to mus!! ;) Jedna rolka spokojnie starcza jednej osobie na prawie dwa miesiące i warto ją zabrać. W marketach trzeba zazwyczaj kupić od razu osiem... Jedzenie... W zależności od osobistych upodobań i od długości wyjazdu, jedzenie jest podstawą naszego bagażu. (Oczywiście gdy mowa o wyprawie, w której głównym kosztem ma być tylko samo paliwo) Obowiązkowym wyposażeniem jest kuchenka do gotowania. Osobiście polecam ruskie prymusy. Maszynki gazowe mają jedną wadę. Wymagają pojemników z gazem a wiec aby być całkowicie zabezpieczonym na tak długim wyjeździe należy wozić ze sobą butlę zapasową. Pojemniki pod ciśnieniem nie są całkowicie bezpieczne i potrafią eksplodować nie mówiąc już o szlifie i uderzeniu pojemnika o jezdnie. Ruskie prymusy idą dosłownie na wszystko co się pali a paliwo do gotowania wystarczy ściągać ze zbiornika. Są gotowe do działania zawsze i o każdej porze ;). Gotować będziemy oczywiście w garnku z pokrywką, wiec należy go ze sobą zabrać. Do pełni szczęścia brakuje jeszcze szklanki odpornej na upadki, miski do jedzenia (najlepiej stalowej), łyżki, noża, widelca i łyżeczki. Ilość jedzenia ustalić należy proporcjonalnie do długości wyjazdu i częstości posiłków. Przy trybie śniadanie, obiad, kawa, kolacja u mnie wyglądało to następująco. Na śniadanie chleb, który kupujemy na bieżąco, z konserwą. Na obiad kasza, ryż albo makaron z sosem z paczki. Kawa z czekoladą a na kolacje zupka chińska. Tak wiec to co wymieniłem razy 7 dni w tygodniu, razy ilość tygodni i mamy ile żarcia należy ze sobą zabrać ;) Jeśli chodzi o konserwy to polecam te z biedronki. Są smaczne i mają znaczny procent mięsa. Najlepszy jest gulasz angielski (ponad 90%) i wołowina (ponad 80%), reszta przysmaków oscyluje w granicach 40% i należy je zabrać, aby to jedzenie nam zbyt szybko nie zbrzydło. Konserwy mają jedną wadę... Są ciężkie... 40 puszek bardzo obciąża stelaże, wiec muszą być one solidne. Jedna puszka starcza na śniadanie dla dwóch osób, wiec dla jednej osoby jedna pucha to jedzenie na 2 dni. Do śniadania robimy również herbatę. Paczka granulowanej, która zajmuje najmniej miejsca starcza dla dwóch osób na ok. 3 tygodnie. Ryże, kasze i makarony to z kolei podstawa obiadów. Wszystko powinno być w saszetkach, aby nie mieć problemu z latającym po sakwie jedzeniem ;) Jedna saszetka = jeden obiad. Połowę składu powinny stanowić ryże i kasze z warzywami. Są bardzo dobre, ładnie pachną i wprowadzają miły akcent warzywny do diety. Do tego robimy sobie sosy z paczek. Polecam zabrać po trochu z każdego możliwego rodzaju. Najlepsze moim zdaniem są sosy knorra. W paczkach mamy nawet jakieś warzywa, są wydajne i nie zawierają chemii. Kolejny posiłek to kawa, którą zabieramy ze sobą i czekolady. Hermetyczna paczka kawy starcza na miesiąc dla dwóch osób. Czekolad nie bierzemy zbyt wiele. Jest to produkt ogólnie dostępny i wszędzie w miarę tani. Myślę że siedem spokojnie wystarczy do pierwszych większych zakupów. Ostatni posiłek dnia... zupka chińska. Tego towaru również nie bierzmy zbyt wiele. maksymalnie na 7 dni. Zajmują zbyt wiele miejsca a tanio kupić je można w każdym większym markecie. Przestrzeń bagażową mamy na motocyklu ograniczoną wiec należy ją oszczędzać. Do gotowania potrzebna nam będzie woda, którą zabieramy w 3-4 butelkach ze sobą. Po ich opróżnieniu będziemy mieć pojemniki na kranówkę pozyskiwaną np. z mcdonaldów. Dodatkowo zabieramy sól, warzywną wegete, słodkie chwile (20 paczek, wg uznania) oraz dwie, trzy małe żubrówki albo inną polską wódkę na prezenty dla ludzi, którzy Wam pomogą w trasie. Medykamenty... Rozchorować się w trasie to nic przyjemnego. Podstawowe leki należy więc zabrać ze sobą. Przed samym wyjazdem orientujemy się czy w rejonie, do którego zmierzamy jakieś choroby nie są szczególnie często spotykane. Leki na te przypadłości załatwiamy już w Polsce i zabieramy ze sobą. Prócz tego bierzemy jakiś ogólny antybiotyk, środki przeciwbólowe i przeciwzakaźne. APTECZKĘ!!, dodatkowe plastry i bandaże a także wodę utlenioną. Spanie... Mieszkanie wieziemy oczywiście ze sobą. ;) Zasada odnośnie namiotu jest jedna. Jeśli jedziemy sami, namiot powinien być dwuosobowy, aby pomieścił wewnątrz jeszcze nasze bagaże. Jeśli we dwoje, trzyosobowy, jeśli we troje bierzmy dwa namioty... Śpiwór, w którym śpimy powinien być gruby, ciepły i ochraniać również głowę. Zamiast karimaty proponuje zabierać materac dmuchany. Zajmuje podobną ilość miejsca, a śpi się na nim sto razy lepiej. Komunikacja... Telefon oczywiście trzeba mieć... Do telefonu zabieramy ładowarkę sieciową i jeśli mamy w motocyklu gniazdko zapalniczki również samochodową. Motocykl... Ważną sprawą jest ogólny stan techniczny naszego pojazdu. Jeśli decydujemy się na wyprawę na posiadanym sprzęcie raczej mamy już do niego pewne zaufanie. Należy więc sprawdzić wszystkie te punkty, które na pierwszy rzut oka mogą nie wzbudzać podejrzeń. Zaczynamy od łożysk kół. Jeśli choć delikatnie tłuką, wymieniamy je na nowe jeszcze w domu. Wymiana ich na trasie jest ekstremalnie trudna a w zasadzie przy posiadaniu jedynie podręcznego zestawu kluczy niemożliwa. Sprawdzamy stań łańcucha. Nie chodzi tutaj jedynie o naciąg i naoliwienie, ale stan jego rolek i najważniejsze - zapinki! Jedna brakująca rolka to jeszcze nie powód do wielkich zmartwień, natomiast gdy brakuje 10, lepiej ten łańcuch wymienić na nowy. Zapinka, musi siedzieć ciasno i bez luzów. Jakiekolwiek luzy, kwalifikują ją do natychmiastowej wymiany, gdyż jej odpięcie w przypadku pełnej osłony MZ kończy się tragicznie... Po oględzinach, łańcuch należy naciągnąć i dobrze nasmarować. Następnie wypadałoby ściągnąć siodło i obadać stan połączeń. Konektory nie powinny mieć na wtykach luzu, gdyż może się to skończyć gubieniem prądów w trasie. Nie jest to nic przyjemnego a zazwyczaj zdarzy się jak pada i wieje huragan ;) Każde luźne połączenie należy przeczyścić, zacisnąć kombinerkami i zabezpieczyć sprayem do styków. Pod boczną kapą bacznie przyglądamy się bezpiecznikom. Muszą siedzieć w przeznaczonych na to łapkach ciasno, inaczej mogą radośnie wyskoczyć podczas jazdy i to niekoniecznie w terenie. Jeśli w sprzęcie mamy jeszcze platynki, należy zobaczyć jak się prezentują. Radzę sprawdzić czy jest na nich prawidłowy odstęp a następnie uregulować przerwe na świecy, zapłon oraz gaźnik. Staramy się sobie przypomnieć kiedy ostatni raz zmienialiśmy olej w skrzyni ;) Przed tak długim wyjazdem wymiana na nowy z całą pewnością sprzętowi na złe nie wyjdzie, ale gdybyśmy stwierdzili inaczej, należy sprawdzić jego ilość i ewentualnie uzupełnić braki. Dalej przechodzimy do cięgien sprzęgła, gazu oraz ssania. Postrzępione zaraz wymieniamy na nowe, gdyż w trasie na 100% rozlecą się do reszty. Gdy znajdują się w dobrym stanie, dobrze je smarujemy gęstym olejem a końce zapychamy smarem stałym. Na klamce sprzęgła regulujemy również odpowiedni, 2-3 milimetrowy luz jałowy. Rzeczy związane z motocyklem... Podstawowe części zapasowe oczywiście również zabieramy ze sobą. Należy dobrze przemyśleć to co należy zabrać, patrząc na swój pojazd i przewidując jego ewentualne awarie. Podstawą jest oczywiście zapasowa linka sprzęgła. Pozostałe, jeśli są w dobrym stanie możemy sobie moim zdaniem darować. Do tego dokładamy jeszcze zapasowe żarówki i bezpieczniki oraz spinkę łańcucha. To jest podstawa... Pozostałe rzeczy, które zazwyczaj upychałem do bagażu to:
W przypadku dwusuwu kwestią nie do pominięcia jest olej do mieszanki. Zakładamy pesymistycznie, że jedna litrowa butelka starczy na 1000 km i że zrobimy na wyprawie na pewno 1000 km więcej niż zakładaliśmy. Z prostego rachunku wyjdzie ile oleju zabieramy ze sobą... Reszta... Tu już z grubsza od myślników z komentarzem ;)
Trochę ogólnych zasad... Wszystko co tylko mamy pakujemy w worki foliowe gdyż większość sakw wodoodporna jest jedynie z nazwy. Rozmieszczenie bagażu w torbach powinno być dość równomierne, aby ich ciężar nie był znacząco rożny. Znacząco różny znaczy 20 kilo do 2 kilo... Różnicy 3-4 kilo ja przynajmniej na mojej etce nie czułem tak jadąc na prostej jak i w zakrętach. Rzeczy pozawijane w worki ustawiamy w sakwach wejściem w stronę zamka, tak aby po rozpięciu ich na stelażu można było szybko wyciągnąć potrzebne rzeczy. Pakunek pierwszej potrzeby taki jak dokumenty, portfel przeciwdeszczówka pakujemy do torby na zbiornik. Namiot, śpiwór, materac montujemy na siedzeniu pasażera lub na półce za nim. Reszta, pozostaje w gestii samego podróżnika...Trzeba się zastanowić co, jak i kiedy będzie nam potrzebne i zgodnie z tym zapakować siebie i ewentualnego pasażera. Do umocowania bagażu najlepiej, moim zdaniem nadają się plecionki z siatki. Można nimi opasać całą sakwę, i przycisnąć przy okazji różne inne przedmioty jak np. butelki z wodą. Inne uwagi... Jeśli tankujemy paliwo do pełna, zawsze najpierw lejemy do baku odpowiednią ilość oleju. W ten sposób uzyskamy przy tankowaniu w miarę równomierną mieszankę. Lanie pod korek i wlewanie oleju na pełny zbiornik jest błędem. Paliwo nie chlupie, wiec nie ma możliwości szybkiego wymieszania a zjawisko dyfuzji zachodzi powoli... Silnik zaraz po tankowaniu i przez kilka następnych kilometrów będzie wtedy pracował na sucho. Gdy przydarzy nam się awaria, to po pierwsze nie panikujemy. Zjeżdżamy na pobocze i zastanawiamy co się stało. Sprawdzenie zaczynamy od rzeczy najprostszych! Będzie głupio gdy rozbierzemy pół motocykla by dojść na końcu do wniosku, że powodem "nie palenia" jest brak paliwa... Jeśli cokolwiek się zdarzy, to w znakomitej większości przypadków są to pierdoły. Na trasie nie robimy nic w pośpiechu. Zlokalizowanie awarii i naprawa w trybie „hura” może się skończyć znacznym skomplikowaniem sprawy ;) W przypadku poważnych awarii, które nie umożliwiają dalszej jazdy również nie warto panikować. Ludzie zazwyczaj są życzliwie nastawieni do motocyklistów globtroterów. Z uzyskaniem jakieś doraźnej pomocy nie powinniśmy mieć problemów. Najtańszy transport do domu, gdyby motocykla nie udało się naprawić, zapewniają kierowcy ciężarówek. Jeśli stoimy na parkingu warto ich pytać o pomoc, gdyż być może jadą w kierunku naszego kraju. Naszą sytuacje mogą też ogłosić szerszemu gremium odbiorców poprzez cb-radio. Gdy jedziemy we dwa motocykle w grę wchodzi również holowanie. To tyle... Przy okazji podziękowania należą się MZriderowi, Marasowi i Zbyhowi. Gdy wyjeżdżałem za granice po raz pierwszy to oni udzielili mi porad, które mogę teraz po własnych doświadczeniach przekazać Tobie... Tak wiec życzę powodzenia, odwagi i szerokiej drogi!! Świat czeka, aby go odkryć... |
|||||||